czwartek, 9 czerwca 2011

Kartka ślubna 2

Dziś skleciłam drugą kartkę ślubną, spodobała mi się ta robota ;)
W ostatnim czasie nieco zainwestowałam w kartkowanie, kupiłam papiery które zamierzam w przyszłości wykorzystać oraz nowe dziurkacze i nożyczki. Nożyczki dziś już sprawdziłam i uważam że były to dobrze wydane pieniądze :)


Niestety dziurkacz w kwiatki to badziew, toleruje jedynie bardzo cienki papier, trochę się na nim zawiodłam. Reszta suuuper zabawa :)

A oto karteczka :)




Co Wy na to? ;) nieskromnie powiem, że dla mnie bomba! :)

Dziękuję za liczne odwiedziny, mile mnie zaskoczyliście, jeszcze tyle osób tu nie zaglądało. Cieszy mnie to i mobilizuje do pracy :)
Co do roślinki, macie dziewczyny rację, to awokado mojego chowu. W imieniu taty dziękuję za życzenia powrotu do zdrowia :)
Zmykam myśleć co by ty haftnąć ....
Miłego wieczoru, pa pa :)

środa, 8 czerwca 2011

Z innej beczki ;)

Witam serdecznie w kolejny duszny dzień, w taką pogodę jak dziś najchętniej siedziałabym w cieniu i nic nie robiła. Ale niestety spać mi nie dały moje okna, od rana przed upałem rozprawiłam się z nimi a teraz z czystym sumieniem i czystymi oknami popijam kawkę ;) Robótkowo ostatnio niewiele się działo, mam mały hafcik do kolejnej kartki ślubnej ale dziś nie o niej bo jeszcze muszę ją montować.
Osoby które zaglądają do mnie od dawna zdążyły się zorientować że lubię kwiatki a one lubią mnie. W takim razie dziś będzie o moich storczykach 
Oto moja biała duma, dwie gałązki ogromnych kwiatów :)




i różowa duma z trzema gałązkami oblepionymi kwiatami :)
 

oraz cała czwóreczka kwitnąca razem :)


mam jeszcze trzy ale niestety nie są tak wdzięczne za opiekę ;)
a teraz zagadka, co to za roślinka? Wyhodowałam ją z pestki i rośnie jak szalona :)

Zakwitł znów mój cudak, niestety nazwy jego nie pamiętam ale kwiatek oryginalny a niedawno już się obawiałam że go stracę bo wciąż walczyłam z przędziorkami. To dopiero wdzięczność ;)

 
Dosyć o kwiatkach, tarasu Wam dziś nie pokarzę ale uwierzcie na słowo, tonie w kwiatach :)

W ostatnich dniach miałam sporo nerwów. Otóż w niedzielę moi rodzice wybrali się na rowery, po niedługim czasie zadzwoniła moja mama, strasznie roztrzęsiona z prośbą żebyśmy przyjechali po nich busem bo tata miał wypadek. Nogi mi się ugięły. Okazało się że tuż za zakrętem gdzie nie było widoczności, jadąc z górki natrafił na dwóch chłopców jadących z przeciwnego kierunku. Jeden z nich znajdował się na jego pasie jazdy. Zderzyli się czołowo. Tata przeleciał przez kierownicę, twarzą przeszlifował asfalt. Wylądowaliśmy na pogotowiu, musiał mieć szytą rękę. Na szczęście skończyło  się to możliwie łagodnie. Poobijany i obolały ale na szczęście nie połamany i żywy. Aż strach pomyśleć jak tragicznie mogło się to skończyć. Chłopiec z którym się zderzył na szczęście też nie ucierpiał, jedynie się poobijał. 
Teraz jadąc tą ścieżką rowerową zawsze będę się bała feralnego zakrętu.
Na dziś kończę mój nie typowy wpis. Uważajcie na siebie, miłego dnia życzę.

wtorek, 31 maja 2011

Kartka ślubna

Dumna jestem z siebie niesłychanie ;) wczoraj wieczorem skończyłam hafcik do kartki ślubnej a dziś pół dnia myślała aż wymyśliłam co z nim zrobić. Powstała pierwsza w moim życiu kartka ślubna,  oto hafcik z bliska ;)


i efekt końcowy w całości


i raz jeszcze :)


Bardzo mi się podoba, co na nią spojrzę mordka mi się cieszy :) Lucynko gdyby nie "złotka" od Ciebie nie wyszłoby tak ślicznie, dziękuję raz jeszcze  :)

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga a szczególnie tym którzy pozostawiają po sobie ślad w formie komentarzy bardzo dziękuję i zapraszam w przyszłości. Na dziś kończę i lecę myśleć co by teraz stworzyć ;) to już jest nałóg....

poniedziałek, 23 maja 2011

Znów poniedziałek....

Witam po weekendowo, piękna pogoda wyciągnęła nas wczoraj z domu i poznawaliśmy nasze okolice z perspektywy rowerów. Nie spodziewałam się że tak piękne nieodkryte zakątki zachwycą mnie w tak bliskiej okolicy. Zrobiliśmy spore kółko leśnymi drogami, nad licznymi jeziorami, nawet nie wiem kiedy na liczniku wyskoczyło 35 km. Cóż pod koniec tej wędrówki czułam w nogach te km ;) a dziś jakaś leniwa jestem ;)



















Lubuskie jest piękne, zapraszam tych którzy jeszcze tu nie byli, nawet nie wiecie ile tracicie :)

Na deser zostawiłam mój zegar, tak jak przypuszczałam, Marek dał mu radę mi tylko pozostało wszystko poskładać a oto i efekt :)
 

Bardzo mi się podoba :)
Dziękuję Wam za odwiedziny i pozostawiany po sobie ślad. Teraz zmykam bo czas mnie goni ;)


 

piątek, 20 maja 2011

Zegarowo :)

Jak nie miałam co pokazywać to nie miałam a tu teraz w krótkim czasie znów mam się czym pochwalić, więc jestem :) Kiedy tak męczył mnie obraz z Jezusem porzucałam go i wieczorami dłubałam igiełką przyjemny hafcik, oto on


Hafcik gotowy, teraz tylko czekam aż moje Kochanie wróci z delegacji i użyje swojej siły, rozłoży zegar kupiony jakiś czas temu w markecie by umieścić to cudeńko w nim :) Moja inteligencja nie daje rady, może inteligencja w połączeniu z siłą rozłoży tą chińszczyznę na części pierwsze ;)
Bardzo mi się ten haft  podoba, mam nadzieję że Wam też przypadnie do gustu ;)
Dziękuję za miłe słowa pod poprzednim wpisem, nawet sobie nie wyobrażacie jak zmęczył mnie obraz z Jezuskiem.
Znikam i życzę miłego dzionka pa pa :)

środa, 18 maja 2011

Dawno mnie tu nie było, w tym czasie miałam ręce zajęte igiełką ale nie tylko. Działka od początku do końca obsiana, obsadzona i opielona. Teraz tylko czekać aż kolejno zaczną plony wydawać. Koperek, rzodkiewkę i sałatę już mamy swoją :) ale nie o tym miałam dziś pisać. Od dawien dawna, już nawet nie pamiętam kiedy ale około rok temu zaczęłam obraz do swojej sypialni. Męczył mnie już strasznie to chyba najtrudniejszy obraz jaki przyszło mi wyszywać, 47 kolorów mulina Anchora, kanwa drobna, tylko do wyszywania przy świetle dziennym. Jednym słowem masakra! Gotowy obraz ma wymiary 25,5 - 21 cm około 190-140 krzyżyków, piszę około bo to owal. Oby tylko w oprawie nie skopali mojego owala ;)
Dosyć zbędnych słów oto i moje wymęczone dzieło, tadam! :)



Jeszcze tylko pranko i do oprawy.

Jakiś czas temu na swoim blogu Lucyna ogłosiła zabawę dla odwiedzających, wzięłam w niej udział i.... poszczęściło mi się w losowaniu a dziś listonosz przyniósł mi nagrodę :)
Lucynko jeszcze raz serdecznie dziękuję za te śliczności z pewnością przydadzą się przy karteczkach a efekty zaprezentuję na blogu :)


W sprawach kocich na szczęście wszystko wraca do normy, nasz mały "kangurek" coraz ładniej chodzi i znów czasem ma ochotę na zabawę :)
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i każdy komentarz jaki zostawiacie pod moimi wpisami. Zapraszam ponownie :)

poniedziałek, 2 maja 2011

Koty i ich kłopoty

Święto flagi, majówka a pogoda zupełnie nie świąteczna od rana ponuro i buro do tego od kilku godzin co chwilę zaczyna padać, nic tylko siedzieć w domu. Jedyny plus tego to to że mniej będzie pylić i może wreszcie nieco ulży alergikom.
Dzień ogólnie zaczął się byle jak. Rano przyczłapał  kotek ze skaleczoną tylną łapką. Pisałam o nim dawno temu i tu pokazywałam jego pierwsze zdjęcie.Malec zaczął kocim zwyczajem poznawać okolice, gdzieś się wpakował. Żal mi biedaka bo bardzo cierpi, dostał nieco przeciwbólowego środka, miejmy nadzieję że szybko się wyliże. Na większą pomoc sobie nie pozwoli, po matce jest nieco dziki. Kiedy nie chce towarzystwa strach do niego podchodzić. Nie lubi głaskania, po chwili prycha, atakuje zębami i pazurkami a teraz... nie chcę go stresować dodatkowo. Oby szybko doszedł do siebie :(
Jeszcze niedawno zganiałam go z drzewa kiedy zaczajał się na wróbelki :(





a tu tata i syn przyłapane w psiej budzie ;)






Pocieszne te moje zwierzaki ale jak któreś cierpi to domownicy cierpią z nim...