czwartek, 15 listopada 2012

Nadal świątecznie

Witajcie, dawno mnie tu nie było, wybaczcie ostatnio miałam kiepskie dni, dopadła mnie jesienna deprecha. Wszystko zaczęło się w ubiegłym tygodniu tuż po powrocie z Warszawy. Nastały dni pod tytułem "bez kija nie podchodź" oraz " dajcie kija to zabiję". Współczuję moim najbliższym i podziwiam za cierpliwość... 
Wyniki badań takie sobie, mogłyby być lepsze ale i nie są tragiczne, niestety czeka mnie dalsze leczenie. Teraz czekam na decyzję NFZ-u w sprawie przyznania "magicznego" leku, który jest podobno bardzo skuteczny i na rynku UE dostępny zaledwie od września tego roku. Więc prawie cierpliwie, czekam ;)
W międzyczasie obijam się i tak nawet nie wiem kiedy dzień za dniem mija, jednak zanim nadeszły dni "bez kija..." i " dajcie kija..." coś tam powstało w temacie kartek świątecznych
























Na dzień dzisiejszy tyle w temacie kartek, część z nich już znalazła nabywców ale jeśli ktoś jeszcze ma chrapkę na moje "dzieła" to proszę o kontakt :) chętnie podłubię w papierkach i być może uda mi się odrobić ostatnie wydatki na blaszki, cóż większość kobiet kupuje na poprawę humoru ciuszki a ja blaszki ;)



Niby tylko blaszka ale ile radości ;)

Kilka dni temu dostałam wyróżnienie od maikowej


Dziękuję bardzo, w najbliższym czasie postaram się odpowiedzieć na pytania  i przekazać wyróżnienie dalej.
Na dziś pora kończyć bo późno się  zrobiło i strasznie się rozpisałam. Dziękuję za odwiedziny i każdy ślad pozostawiony w formie komentarza, miło wiedzieć że komuś podoba się to co robię i nie jest obojętny mój los. Pozdrawiam Was cieplutko, pa :)

niedziela, 28 października 2012

Ostatni raz...

Witam, czy ktoś się za mną stęsknił? Jeśli tak to jestem :) już leń przepędzony, powoli zaczynam coś tam klecić,  ile to mi radości sprawia. A tym czasem ostatni raz pochwalę się moim trio, które po reklamacji oprawy wreszcie zawisło w mojej sypialni :)





Wreszcie moja sypialnia mi się podoba, mam nadzieję że moje kochanie się przyłożyło do pracy i nie spadnie nam na głowę żaden obrazek ;)

W ubiegłym tygodniu, jak już wspominałam nieco pracowałam a oto efekt moich zabaw z papierem


















To dopiero początek ale się rozkręcam ;)
Ewa pytasz skąd u mnie takie zdolności, no cóż sama nie wiem, może to działanie uboczne leczenia... ale raczej  nie szkodliwe do tego świetnie działa na nerwy ;) 
Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednim wpisem :)
Kończę na dziś, uciekam na swoją kanapę trochę się polenić. Życzę miłej niedzieli pa :)

poniedziałek, 22 października 2012

Na tapczanie siedzi leń.... ;)

Witajcie, dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednim postem :)
To już drugi tydzień jak cieszę się pobytem w domu a jaka była moja radość wczoraj kiedy to mama uświadomiła mi, że jeszcze cały tydzień do święta zmarłych, byłam pewna że to już w tym tygodniu. Ale nie o święto mi chodziło tylko o to że tuż po nim w poniedziałek mam planowaną wizytę kontrolną a tu taka miła niespodzianka, jeszcze całe dwa tygodnie luzu :)
Do tej pory raczej się obijam, nic nie tworzę, za krzyżyki jeszcze nie chwyciłam choć już raz pudełko z nićmi trafiło na stół ale już wieczorem odstawiłam je i tak stoi w kącie zapomniane do tej pory. Za to wreszcie chwyciłam za druty i mam nadzieję że wreszcie skończę bluzkę, którą zaczęłam dziergać rok temu. Do kartek się przymierzam, kto wie może wreszcie coś zrobię.... Jeszcze we wrześniu zrobiłam jedną kartkę która powędrowała do solenizantki a że miałam wtedy problem ze zrzuceniem fotek na komputer, do tej pory się nie chwaliłam co dziś nadrobię :) wyszła prawie jak ślubna ale i tak się podobała, podobno ;)







Jak widać przy jej tworzeniu bardzo przydała się moja nowa zabaweczka :)) nie dziwię się że zazdrościcie mi jej, sama długo marzyłam o niej, nawet nie wiecie ile radości sprawił mi Mareczek kupując mi ją :))) ależ on mnie rozpieszcza......
Teraz pora zabrać się za kartki świąteczne, tym bardziej że co roku wysyłam ich mnóstwo i podobnie jak w ubiegłym roku, zapisałam się na wymiankę karteczkową u Hanulka.
Na dziś to wszystko, zmykam myśleć co by zrobić żeby coś zrobić ale się nie narobić ;)
Pozdrawiam zaglądaczy, podglądaczy a najbardziej wszystkich którzy pozostawiają po sobie ślad w postaci komentarza :) do następnego pa pa :))
 

poniedziałek, 8 października 2012

Do domuuuuuuuu......... :))))

Doczekałam się, jutro wychodzę do domu po trzech i pół tygodniu całkiem dobry rezultat zważywszy na to że to już mój drugi autoprzeszczep. Bałam się, że może mi to zająć nieco więcej czasu, cóż moja pani doktor też się mile zdziwiła, że tak dobrze zniosłam całą procedurę. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że poprzedni znacznie gorzej przechodziłam, stąd moje wcześniejsze obawy. Miejmy nadzieję że chociaż rezultat będzie zadowalający i nie będę już musiała zmagać się z dalszym leczeniem.
Jutro od rana pakuję się, dziękuję za opiekę i uciekam jak najdalej :) Na podziękowanie, jakiś czas temu przygotowałam małą pamiątkę po sobie a prezentuje się tak

dla pielęgniarek

 





  dla pani doktor







a do niej koperta











Takie oto niespodzianki przygotowałam będąc w domu, do ich wykonania między innymi przydała się moja nowa zabawka, którą dostałam na imieniny od mojego lubego a jest to wymarzony Big Shot.  
Jeszcze się nim nie zdążyłam przez to chorowanie nacieszyć i pobawić ale jak wrócę to mam nadzieję że wreszcie będę mogła :)
Żegnam się z Wami do kolejnego wpisu, już z domu  :)))

sobota, 6 października 2012

Bliżej jak dalej.....

Witajcie, dziękuję na wstępie za wszystkie słowa wsparcia, trzymanie kciuków i modlitwę. Wychodzę wreszcie na prostą choć kończący się tydzień był ciężki, to istna huśtawka. Wyniki wciąż pikowały nie obyło się bez toczenie krwi i płytek ale od wczoraj wreszcie zaświeciło słońce i powoli zaczynam sama odbudowywać się. Mam nadzieję że weekend przebiegnie spokojnie i tuż po nim wyjdę do domku :)
Pozdrawiam wszystkich zaglądaczy i życzę miłej niedzieli oraz dzisiejszego wieczoru :)

piątek, 28 września 2012

Trzecia doba po przeszczepie

Witajcie kochani, dziękuję Wam za wszystkie słowa otuchy i wsparcia, jest mi ogromnie miło że tyle osób trzyma za mnie kciuki i mój los nie jest im obojętny.
U mnie dzień jak co dzień w moich czterech ścianach. Od rana telewizor do mnie gada żebym nie zwariowała. Większość dnia przesypiam albo tempo się w niego wgapiam i tak dzień za dniem mija podobny do poprzedniego. Jedyna różnica to to że co dzień czuję się słabsza a to tylko znak że chemia działa a wyniki lecą na łeb na szyję. Przed wczoraj już musiałam mieć toczoną krew, zapowiada się że w weekend potrzebne będą płytki. Ale cóż to wszystko tak musi wyglądać żeby za kilka dni odbić się od dna i nabierać sił. 
Ale dosyć o mnie co u Was, jakie plany na weekend? Ja czekam na jutrzejsze odwiedziny rodziców i porcję maminych smakołyków ;)
Pozdrawiam serdecznie życząc miłego weekendu pa :)  

sobota, 22 września 2012

4 dzień

Minął czwarty dzień chemii, póki co czuję się nie najgorzej oby tak dalej. Oczywiście nie obyło się bez schodów jak to ze mną bywa. W poniedziałek miałam planowane założenia wkłucia centralnego, jest to takie wkłucie na szyi lub nadobojczykiem żeby już nie męczyć się z wenflonami, co po tylu chemiach nie należy do prostych zadań. Niestety jak pech to pech, trafiła mi się bardzo ambitna pani doktor i za wszelką cenę chciał mi to założyć, po dłuższych mękach i interwencji kolegi po fachu, po 40 min. poddali się. A mnie pozostawili z 7 śladami po swoich nieudolnych próbach. W międzyczasie już miałam obawy że po jej maltretacjach prawa ręka nie będzie w pełni sprawna, gdy kilka razy zawadziła o nerw a po palcach przebiegło mi stado mrówek. Leżąc tak martwiłam się że nie będę mogła już haftować. A moje kochanie po wszystkim żartowało, że ja to pewnie bym nogami wyszywała gdyby tak mi się przydarzyło ;) Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i we wtorek inny doktorek zrobił mi to za pierwszym razem, czyli jednak można :)
Czwarty dzień zaliczony, jeszcze tylko jutro chemia a we wtorek przeszczep.
Dziś odwiedzili mnie rodzice a ja od ich wyjścia czuję się jakby była niedziela, no cóż dla mnie to świąteczny dzień, niestety odległość ponad 400km robi swoje i nie co dzień mogę mieć niedzielę. Mama jak to na mama, nagotowała mi smakołyków, więc z głodu na szpitalnym żarełku nie padnę :)

Dziękuję Wam kochane za wszystkie słowa wsparcia, dodajecie mi sił do walki. Witam nowych gości i zapraszam w przyszłości mam nadzieję że długo nie będziecie musieli czekać na kolejne moje przechwałki robótkowe :)  
Życzę Wam miłej niedzieli i do następnego wpisu, pozdrawiam z mojego M-1 ;)